To teraz ja opowiem o moim pierwszym skoku.. ogólnie nigdy nie myślałam, że ja będę miała siłę i odwagę odważyć się na coś takiego ponieważ samo latanie mnie przerażało.. a tu proszę już mogę się pochwalić że wyskoczyłam z samolotu z wysokosci 3km ;)...hehe.. co do skoku to tyle miałam podejść aby wreszcie się udało że denerwować zaczęłam się dopiero jak Sławek zaczął mi mówić co i jak oraz jak mam ręce trzymać... potem również jak samolot ruszył zaczęłam się bać. Ogólnie im wyżej już byliśmy tym emocje opadały (długi lot, mało tlenu, zagadywanie mnie i brak wiary w to że ja naprawdę będę skakać) :) . Wiara w skok wróciła gdy Sławek "przyczepił" mnie do siebie. Jako że skakałam jako druga i widziałam jak pierwsza osoba znika w ułamkach sekund z mojego pola widzenia zaczęłam myśleć co ja ogólnie robię, że przecież podemną nic nie będzie.. tylko 3km w dół, ale potem podeszliśmy do drzwi, popatrzyłam na Jarmo, chyba się usmiechnęłam i wyskoczyliśmy.. myślałam że będę się opierać a tu nic :) później pamiętam że podczas "swobodnego spadania" przez głowę przechodziło mi co mówił Sławek, że przeważnie to się nic nie pamięta co było na około, że nie ogląda się widoków i żeby patrzeć na kamerzystę.. więc tyle co teraz pamiętam to że, popatrzyłam na boki, w dół i potem byle tylko do kamery i na Jarmo.. starałam się coś rękami pokazywać ale nie wiem czy wyszło.. śmiesznie było jak Jarmo złapał mnie za rękę.. on swoją rękę tak swobodnie wyciągnął w moim kierunku a ja to walczyłam by moją lekko poruszyć... później to już tylko szarpnięcie i spadochron się otworzył.. pierwsza reakcja to był krzyk i śmiech.. w sumie to ja się prawie całą drogę w dół śmialam.. i wszystko było takie jak w filmie.. jeszcze nie zdjęłam okularów to już wogóle jak przez szybę.. ale widoki i to wszystko.. nie do opisania ( w sumie to to )każdy wie.. myślałam że będę mieć lęk wysokości a tu też nic.. "posterowałam" trochę, pomachałam do Mamy która leciała gdzieś obok i trzeba było lądować.. po lądowaniu moją reakcją był też śmiech.. ogólnie było WSPANIALE!! bardzo mi się też podobało że Sławek tyle mnie zagadywał i tak dużo opowiadał, przez to czas przed skokiem nie był taki zły a lot był jeszcze milszy ;) najśmieszniejsze jest to że po wylądowaniu nie pamiętałam za bardzo jak to wszystko wygladało.. dopiero później wszystko zaczęło stopniowo powracac... i jeszcze raz bardzo bym chciała wszystkim podziękować za ten skok ;)))
ps. niezbyt składnie to opisałam ale jeszcze za bardzo się emocjonuję jak o tym opowiadam
pozdrawiam wszystkich
Też chcesz to przeżyć? Zapisz się na skok w tandemie