To było zupełnie nieplanowane, pewnego pięknego popołudnia Grabarz zgarnął mnie z domu do Olsztyna... miałam 45 minut na spakowanie się i uszykowanie do drogi, dałam radę:) w Mełnie zgarnęliśmy Kasztana:) Następnego dnia popołudniu... kierunek Przasnysz:) i tak się zaczął weekend pełen niespodzianek:)
Piątek(18.07.2008), godziny wczesno-wieczorne. Kręcimy się z Kasztanem po układalni i któryś z chłopaków się odzywa... chyba Grabarz:
- Papiery na tandem wypełnione??
(przerażonym głosem z Kasztanem odpowiedziałyśmy... )
- Nie.. bo przecież... :)
(a na to chyba Kali...)
- No to dalej wypełniać nie ma czasu zaraz wylot!
Mniej więcej tak to się zaczęło, wszystko tak szybko się działo że nawet nie wiem kiedy a już miałam czarno-pomarańczowy kombinezon skoczka na sobie:)
Kombinezon już jest... teraz uprząż :) podobno spawana.. tak Grabarz z Iwanem mi powiedzieli przygotowując mnie do skoku.. się żarty chłopaków trzymają no!! jak ja cała w stresie byłam.. chociaż w sumie nie wiem czy to stres czy radość że spotka mnie coś tak... hmmm... nieziemskiego :D mieszane uczucia, bardzo mieszane ale bardzo pozytywne:) bo banana na twarzy miałam cały czas... ale to dopiero na filmiku zobaczyłam.. bo jak bym wiedziała że tak się strasznie zachowuje to bym się starała jakoś opanować ;D a obok Kasztan się też do skoku ze Zwierzem przygotowuje... przerażona ale uśmiechnięta... :)
No to jesteśmy gotowe... nasi Tandempiloci też gotowi więc.. czas w drogę :D taką inną niż zawsze.. taką PODNIEBNĄ:) jak fajnie :) Iwan chwycił mnie za rękę i poszliśmy do samolotu:) ale nie musiał mnie siłą do niego zaciągać... nogi miałam trochę miękkie ale co tam... raz się żyje:)
I pomyśleć że pojechałyśmy tam z Kasztanem popatrzeć i nabrać ochoty na skok :D
Przed wejściem do samolotu mała instrukcja co i jak.. a co najważniejsze jest podczas skoku?? UŚMIECH!! Tak powiedział Iwan i tego trzeba było się trzymać :D ale z tym nie było problemu :)
No to lecimy... w samolocie trzęsie, głośno jest bardzo wszyscy uśmiechnięci a Kasztan i ja nie wiemy co się dzieje, mamy przerażone miny a na myśl przychodziły słowa Kuby Sienkiewicza "co ja tutaj robię" :D teraz już mogę pozbierać myśli i jakoś posklejać fakty ale chwilę po skoku było to niemożliwe:) Panika została za drzwiami a lęk wysokości... na wysokości 4000 metrów znika gdzieś i go nie ma i całe szczęście!! I nadeszła wiekopomna chwila.. drzwi od samolotu się otworzyły nie wiem kiedy... spojrzałam w lewą stronę i były otwarte a reszta skoczków już była na zewnątrz... aaaaaaaaa zaraz polecimy z Iwanem w dół?? Ojej!! chyba tak.. przypiął mnie do siebie stanęliśmy w drzwiach... po lewej stronie stał Grabarz, miałam się do niego uśmiechnąć i buziaka posłać.. tak też zrobiłam ale na wysokości 4000 metrów jest to trochę trudniejsze niż na ziemi :D No i nagle znaleźliśmy się w przestworzach!!! Pod nami ziemia, nad nami błękitna przestrzeń.. czego chcieć więcej... po kilku fikołkach zaczął się ustabilizowany lot.. z tak bardzo dużą prędkością!! Przed nami Grabarz z kamerką, uśmiech do niego i miał być żółwik... ale nie dało rady:( eh.. te silne podmuchy wiatru no, to one przeszkadzały i nie wyszło. Po chwili spadochron się otworzył, zwolniliśmy, Grabarz poleciał szybciej, zniknął z pola widzenia i zaczęła się zabawa:) - Byłaś kiedyś na karuzeli? (zapytał Iwan) - W sumie to zawsze się bałam (odpowiedziałam) - To co powiesz na to? I karuzela w powietrzu!! Wiecie jakie to wspaniałe uczucie!! Niesamowite! Tego nie da się tak po prostu opisać.. to trzeba przeżyć: D a później jeszcze chwila spokojnego lotu i co?? i dostałam od Iwana sterówki... sterowałam spadochronem!! Tego też nie da się opisać to też trzeba przeżyć :D W ogóle ciężko jest ubrać w słowa to co się tam dzieje:) Szaleństwo w biały dzień:) no i tak lecimy w dół, jest pięknie!, widoki niesamowite a wszystko takie malutkie, sprawy ziemskie zostają gdzieś niewiadomo gdzie i to jest wspaniałe... nie myśli się o życiu tylko żyje się chwilą!! A chwila jest piękna:) Ale niestety.. wszystko co dobre szybko się kończy, pora zejść na ziemię:( Lądowanie miękkie i całkiem bezpieczne:) a obok już na ziemi Grabarz z kamerką... jak on się tam znalazł... nie mam pojęcia, on tam po prostu był :) pytał jak było.. jedyne co mi przyszło do głowy: było super!! Nie byłam w stanie powiedzieć nic więcej:) nieopanowany atak radości z tego co się wydarzyło, którego nic nie mogło przerwać. I tak przez dłuższą część wieczoru:) wszyscy pytali jak było? Odpowiedz krótka i na temat :super albo fajnie, a poza tym to nie pamiętam! Tak.. niewiele się pamięta po skoku, dopiero kiedy emocje opadną kojarzy się fakty i przypomina co i jak po kolei :) (przynajmniej tak było w moim przypadku). Jednak wrażenia nieziemskie i niezapomniane:) jedna z fajniejszych rzeczy jaką miałam okazję przeżyć :) Kiedyś jeszcze skoczę... może nawet kurs:) kto wie :) bo to fajne takie czuć się jak ptak rozłożyć ręce i być wolnym!! Tym bardziej że ja miałam się tylko uśmiechać;) całą "brudną" robotę zrobił Iwan a ja niczym nie musiałam się przejmować;) Podsumowując.. było pięknie!!
W sobotę i niedzielę z Kasztanem podziwiałyśmy co chwilę spadających skoczków i troszkę im zazdrościłyśmy, że tak sobie wsiadają do samolotu a nigdy w nim nie lądują tylko pojawiają się na niebie jako kolorowe punkciki i po krótkiej zabawie w przestworzach lądują na ziemi:)
Ja też tak chcę!!!
Dziękuję Wam wszystkim za super weekend:) jesteście wspaniałą ekipą!! :) do zobaczenia w Przasnyszu:)
Też chcesz to przeżyć? Zapisz się na skok w tandemie