Witam!
Mój pierwszy raz był 19.08.2006...
Do skoku namówił mnie mój PRZYJACIEL! w zasadzie założyliśmy się. Ja skoczę :) On zgoli wąsy (bez których sobie nie
wyobrażał życia) :) i pojedzie ze mną na narty (ON nie znosi zimy! a narty wg Niego to zło konieczne :)) Wąsy zgolił
jeśli chodzi o narty to jeszcze się opiera ale mam nadzieję, że tylko do najbliższej zimy.
Jadąc do Przasnysza pogoda była nie najlepsza, w duchu myślałam sobie: mam nadzieję, że skoki będą odwołane, ale
niestety w samym Przasnyszu świeciło słońce :)) (tak to jest jak człowiek ma przez całe życie pecha :) Przyszedł czas,
że musiałam wsiąść do samolotu (nigdy nie leciałam tego typu środkiem lokomocji) więc przepiękny widok ziemi, potem
chmur spowodował, że o samym skoku nie myślałam. Na wysokości 3000 m, jak zobaczyłam jak Ci ludzie lecący z nami
zaczęli wyskakiwać i jakoś tak szybko znikać :) zaczęłam się bać!! Jak przyszła moja kolej i Iwana to zaczęło mnie to
jakby mniej bawić :) oczywiście o wszystkich wskazówkach, które zostały mi udzielone na ziemi zapomniałam :) a potem??
już nie było wyjścia...wyskoczyliśmy :) i było super! Nie sądziłam, że kiedykolwiek coś takiego zrobię :) jestem z
siebie dumna :) To było niesamowite przeżycie
Marek, dziękuję, że mnie do tego namówiłeś, że pozwoliłeś uwierzyć mi, że jestem w stanie TO zrobić :) mam nadzieję, że
w tym roku, w sierpniu też wybierzemy się w tamte okolice, by znowu zaznać odrobinę adrenaliny :) że znowu spędzimy
miłe popołudnie wśród ludzi, którzy przyjęli nas tak serdecznie, jak starych, dobrych znajomych
Ula, Iwan...dzięki
Też chcesz to przeżyć? Zapisz się na skok w tandemie