Relacja po skoku tandemowym i pierwszym samodzielnym Krzyśka

Ja swój pierwszy raz miałem tak w połowie lipca :) - miałem dwa podejscia - jeden weekend był totalnie skopany - zimno i wiałoooooooo że ho ho ho... kolejny weekend był już znacznie lepszy - no i pierwszy skok w tandemie :) Zrobiłem to ze Zwierzem :D - nie wiem kto się bardziej bał - On czy Ja ... i tak się zaczęło :) ponad 3 miesiące później to już siedziałem w samolocie do Madrytu z ekipą Atmosfery ... oj się działo... a wspomnienia wróciły w ten weekend - zawitaółem do DZ do Iwana, Uli i Emilki - obejrzeliśmy moje powietrzne akrobacje i negocjacje (w tym to jestem dobry, to ja miałem zawsze coś do powiedzenia, pomachania - na filmie ewidentnie widać że Iwan na wszystko się zgadza - prosiłem co by wyskakiwał pierwszy a ja zaraz za nim :D )

Można powiedzieć tak: skok w tandemie to jest wrażenie niesamowite, jednak samodzielny skok ze spadochronem na własnych plecach to jest zupełnie inne stadium... wszystko się zmienia, gdy nastepuje otwarcie spadochronu, wtedy w ułamku sekundy przychodzi moment WIELKIEJ radości - bo to że samemu leci się na spadochronie, jest czymś niesamowitym.

Póki co wyobraź sobie - siadasz na krawędzi samolotu, czujesz tą bryze delikatnego powietrza (troszkę zimniejsze), po chwili taka dłoń pojawia Ci się przed oczami i wskazuje kierunek - doł - że to właśnie tam masz skakać, a nie góre tak jak by się chciało :) i wtedy jesteś tylko Ty i 4000m do ziemi, ogromny poziom adrenaliny, i dziwne myśli (typu czy zostawiłem otwarty kran w mieszkaniu :) ... no i hoooooooooooooooop - ot tak to się wszystko zaczyna ... a raczej życie się odmienia :) bo już nigdy nic nie będzie takie samo :) nigdy.

Też chcesz to przeżyć? Zapisz się na skok w tandemie