Relacja po skoku tandemowym Jantara

Jak opisać coś nie do opisania? O tym, że będę skakał dowiedziałem się na parę godzin przed lotem. Moja narzeczona postanowiła zafundować mi taką frajdę na 25 urodziny. Wstaliśmy rano i wyruszyliśmy z Wawy do Przasnysza. Dzięki mapie udało nam się trafić bez większych problemów. Dotarliśmy do strefy było zimno jak cholera w końcu 31.10.09r. a za pasem święto .... no wiecie jakie. Jak wyszliśmy z samochodu naszym oczom ukazał się obraz przebranych dziwnie ludzi w uprzężach i z plecakami. A z góry zaczął się sypać grad ludzi ;). Adrenalina już powoli zaczynała sączyć się w żyłach. Chwila biurokracji na wypełnienie ankiet, zgłoszeń czy czegoś tam (już nie pamiętam co pisałem). Choć jedna tabelka mnie przeraziła "dane osoby do powiadomienia", pomyślałem powiadomienia w razie czego??. Chwilę później oczekując na dalszy rozwój sytuacji piłem ciepłą herbatę gdy nagle ktoś zaczął krzyczeć moje imię. Tak poznałem Dynamita i chwilę później Gagatkę. Poszedłem do mojej jedynej, która miała skakać "ze mną". Jak się okazało też już poznała swojego Tandem mastera a był nim nie kto inny jak Iwan ;). Chwila niepewności żartów o nadchodzącym świecie, nadchodzącym skoku i.... byłem już ubrany w pomarańczowy strój skazańca eeee..... nie to nie ten sen ;P oczywiście chodzi o piękny opływowy i przystosowany do potwooooornych prędkości Atmokombinezon. Dostałem zestaw TurboDymoMana (ten czepek i okulary) oraz przeszedłem dość krótkie i proste szkolenie.
Do tej pory było łatwo. Chwile później już wołali nas do wylotu i.... jeszcze jedne ćwiczenia przy samolocie ;)
Zaczęliśmy się wznosić adrenalina w moich żyłach oraz zdenerwowanie rosło wprost proporcjonalnie do wysokości na którą się wznosiliśmy. Przy 1200 m nagle otworzyły się drzwi i ktoś zaczął przez nie wypadać. Na szczęście to nie była jeszcze pora na nas. Bo nawet nie byłem przypasany do Dynamita ;) który zresztą żartował że podepniemy się dopiero po "wyjściu" z samolotu :)
Osiągneliśmy 4000 m. Przygotowaliśmy się do lotu. otwarte drzwi, wielka dziura a za nią wielki błękit poprostu hipnotyzoały. Już chciałem się znaleźć w powietrzu ... Jeszcze ładny uśmiech do Gagatki i.... skok. Pierwsze 5 sekund to był poprostu KOSMOS nie byłem w stanie się odnaleźć w otaczających mnie realiach. Zimne powietrze wpychało mi się do nosa ust i nie wiem gdzie jeszcze, huk zatykał uszy, a świat wirował. Po tym jak odnalazłem dół górę i inne kierunki w tym nowym świecie to było jak najlepszy sen o lataniu jaki w życiu miałem. Spadaliśmy wieczność Gagatka to się pojawiała to znikała mi z widoku a chmury się coraz bardziej zbliżały, słońce ogrzewało twarz było Bosko.
Nagle już blisko chmur poczułem szarpnięcie do góry i wpadliśmy w mleko. Nagle huk z jednostajnego zamienił się w rwany ale bardzo szybki. Dotarło do mnie że to moje serce i krew pulsuje w skroniach, uszach, wszędzie!!!!
Wylecieliśmy z chmur już było spokojnie Dynamit powiedział żebym się nie denerwował bo.... coś (nie usłyszałem) i nagle myślałem że mnie od siebie odpiął. Sekunda strachu ale okazało się że tylko poluzował uprząż.
Lot był megasuperextrawspaniały. Świat z takiej perspektywy wydaje się zupełnie inny. A Polska Złota Jesień zyskuje nowego wymiaru.
Udało mi się nawet trochę posterować skrzydłem choć musze wam powiedzieć nie miałem pojęcia gdzie jestem. Moja nadzieja na dotarcie do strefy była w Dynamicie. Naszczęście się nie zawiodłem. Wylądowałem sam ciągnąć za sznurki co było niesamowitym przeżyciem. Zresztą jak cały skok. Po dotknięciu tyłkiem ziemi żałowałem że już koniec ale cieszyłem się że wróciłem cało na ziemię.
To był NAJLEPSZY prezent na urodziny jaki w życiu dostałem. Dzięki mojej Annie-Mari i Wam mogłem spełnić swoje dziecięce marzenie.
Wracam w kwietniu na kurs (mam nadzieję) albo przynajmniej do strefy Atmowariatów :)
Jak was relacją zanudziłem wybaczcie albo nie czytajcie ;)


Też chcesz to przeżyć? Zapisz się na skok w tandemie