Relacja po skoku tandemowym Bikiego

Witam wszystkich
Więc z moim skokiem była dość długa historia i dziękuję Uli za cierpliwość, no i Magdzie oczywiście też :) Wątkiem ubocznym mojego lotu była moja mama, która też po raz pierwszy wzbiła się w przestrzeń, dzięki mojej siostrze, mnie no i całej "atmosferze", taki prezent urodzinowy - uwierzcie mi, robi wrażenie.
Więc zacznę może od momentu kiedy poznałem Zwierza i Pabla :) pozdro chłopaky! W pierwszych minutach dowiedziałem się kto rządzi sterami [Zwierz], a kto szklanym okiem [Pablo] i że jesteśmy jedną ekipą. Próbowałem w jakiś sposób nie myśleć o tym co się za chwilę będzie działo więc, próbowałem jakoś nakręcić rozmowę. Pożartowaliśmy sobie trochę, a może nawet więcej niż trochę bo chłopaki naprawdę rozrywkowi Czas szybko leciał jednak co raz bardziej dochodziło do mnie, że lada moment z tymi dwoma będę dosłownie spadał z nieba ;> powoli mój spokój zaczynał coraz bardziej zanikać... Najpierw kombinezon - taki pomarańczowo czarny może i byłby dobry jakbym miał brata bliźniaka, ale syjamskiego :/ poszukiwania długo nie trwały i skończyły się na niegdyś śnieżno białym kombinezonie zwierza :D przyodział mi też całe oprzyrządowanie... pościągał paski z uwzględnieniem na dobre ułożenie dolnych partii ciała ;> wyglądałem w tym co najmniej śmiesznie, ale kogo to interesuje :P Ze względu na te paski między nogami chodziłem sobie jak kaczka po placu i z niecierpliwością czekałem na swoją kolej... wszystko było wmiare ok, do momentu kiedy wsiadłem do samolotu, a ten po starcie powoli zaczął się wznosić. Spojrzałem przez okno i tak sobie pomyślałem "o kur.. ale wysoko!!" Zwierz w tym momencie pokazał mi ten czarodziejski zegarek, a tam dopiero 1500m wtedy zacząłem sie martwić :o puls w górnych granicach, a w głowie obijało mi się pytanie... to jak teraz jest tak wysoko to jak będzie na 4000m? Wlecieliśmy w chmury było 3500m ;> przypięliśmy się do siebie... i można powiedzieć, że w oczekiwaniu na wyjście ułożyliśmy się w wygodnej pozycji :) wtedy wpadł mi w oko koleś który siedział na przeciwko... oczy miał takie O_O i ledwo oddychał :) współczułem mu trochę... ale powiedział że skoczy wiec plus dla niego ;) skakałem jako drugi... Zanim się zorientowałem Pablo już dyndał na zewnątrz, a ja jak ta kaczka dreptałem do wyjścia... w progu jak dobrze mi się wydaje uśmiech mi trochę przygasł :D ale to zobaczę na filmie ;> qrde no taki widok pierwszy raz w życiu widziałem... jeszcze ten wiatr... i to "rześkie powietrze" brrr Nawet nie wiem kiedy Zwierzu nade mną zapanował i delikatnie się przechylił do przodu i stało sie to co nieuniknione... LECĘ tylko nie wiem gdzie... salto w przód bez twardego lądowania?? To nie podobne do tego co zawsze było na lekcjach WF, to nie było do niczego podobne :o W pierwszych sekundach nie wiedziałem gdzie jest niebo, a gdzie ziemia tzn góra - dół... Dopiero jak zobaczyłem naszego towarzysza podróży- Pabla - lecącego na brzuchu centralnie przede mną, zorientowałem się w którą stronę spadam. 50 sec tyle trwał mój swobodny lot, był szybki jak dla mnie- bo prędkość max 216 km/h, tyle się w tym czasie wydarzyło... nic nie słyszałem, dużo widziałem i miekko wylądowałem... Na tym koniec mojego wywodu bo warto przeżyć to samemu, być tam i widzieć to co inni widzą... Lecieć i czuć się wolnym, nie zachęcam lecz namawiam. Został mi teraz tylko AFF... I dołączyć do reszty samodzielnych skoczków... Pozdrawiam całą załogę. Do zobaczenia :p



Też chcesz to przeżyć? Zapisz się na skok w tandemie