Relacja po skoku tandemowym Adama

Pojechałem do Przasnysza by oddać skok spadochronowy. Uiściłem opłaty, podpisałem kilka papierków, przebrałem się i zgłosilem na "dyżurkę". Tam dostałem kombinezon i uprzęż. Zdziwiło mnie, ze nie dano mi spadochronu, kasku ani wysokościomierza. Trudno- pomyslałem- sprzęt drogi, a ja bez doświadczenia- móglbym wszak popsuć. Miałem jeszcze cichą nadzieję, ze wręczą mi ów sprzęt w samolocie, ale nie. Ledwo zaświecilo się swiatło i ktoś otworzył drzwi, to wszyscy uciekli !:( Pomyślałem sobie, ze spadając złapię się kogoś kto juz otworzył. Skoczyłem. Po chwili zauważyłem, że ktoś leci tuż nade mną, a moje wrażnie, że ktoś wciąż stoi mi za plecami to nie pijackie derilium. Mało że poskąpiono mi sprzętu, to jeszcze jakiś facet pcha mnie ku dołowi bym szybciej spadał!. Juz miałem Go zrzucić, kiedy zauważylem, ze ktoś nadlatuje. Uradowałem się! Ktos wreszcie zauważył, ze nie mam sprzętu i chce mnie ratowac!!!. Z całych sił wyciągałem dłonie by złapać się tej cudownej, szlachetnej istoty, ale kiedy bylem już blisko, to Ten nade mną zaczął Ja odganiać :( Facet miał pecha, bo kiedy tak mnie spychał ku ziemi przypadkiem Mu się uczepiłem uprzężą i kiedy zadowolony otwierał spadochron, ja na nim zawisłem niczym półtusza świniaka na haku w mięsnym. Normalnie otarłem się o śmierć!



Też chcesz to przeżyć? Zapisz się na skok w tandemie