Kliknij tu aby przeczytać Aktualności 2010
Koniec sezonu i Halloween Boogie
(dodane: 2.11.2009)
Rok temu na zakończenie sezonu chodziliśmy po rozrzażonych węglach, a w tym roku bawiliśmy się skacząc od czwartku w
ramach Halloween Boogie. Były skoki spadochronowe z dyniami, przebrania, fajerwerki, a nawet telewizja TVP2 :)
W sobotę odwiedziła nas też grupa zagranicznych studentów, którzy skorzystali z ostatniej w tym roku szansy na skoki
tandemowe.
![]() |
![]() |
Dni coraz krótsze i zimniejsze...
(dodane: 12.10.2009)
...ale skaczemy dalej i imprezujemy co raz dłużej ;) W poprzednią sobotę w tym samym skoku Pablo wykonał swój
700 skok spadochronowy a Anulka 100. Oboje, razem z Andrzejem, Gunią i Gagatką pokazali w tym skoku, dlaczego skydiving
nazywa się właśnie skydiving ;) W niedzielę - wczoraj i tydzień temu - pogoda nie pozwoliła na skakanie, ale zostały
jeszcze trzy weekendy do końca sezonu.
![]() |
![]() |
Tańszy skok w tandemie
(dodane: 1.10.2009)
Obniżka skoków spadochronowych w tandemie! Koszt skoku to teraz nie 600 zł, a 440 zł. Jeśli chcesz skoczyć za najtańszą cenę w Polsce, wypełnij
formularz, który znajduje się na dole podstrony Skocz ze spadochronem.
Słoneczny koniec września
(dodane: 28.09.2009)
Przez ostanie dwa weekendy pogoda nie przeszkadzała w skokach spadochronowych. Gunia wykonała swój 200 skok, nasz nowy
kamerzysta Snafu - 1500, Śniegoo i Piętaszek skończyli kurs spadochronowy AFF, a Mikro i Jacek rozpoczęli go. Ja z
kolei wykonałam wczoraj razem z Anulką mój 150 skok ze spadochronem, który był jednym z moich niewielu, w których plan
wyszedł w 100%. Było też jedno bardzo smutne wydarzenie... W czwartek w nocy zginął w wypadku samochodowym Maki, któremu
w tym roku gratulowałam skończenia AFFa oraz układacz spadochronów Krecik, który również rozpoczął niedawno swoją
przygodę ze spadochronami...
Kurs latania na czaszy
(dodane: 15.09.2009)
Od czwartku do niedzieli odbywał się w Przasnyszu kurs latania na czaszy, który prowadził Pablo Hernandez - Mistrz
Świata w tej dyscyplinie. Ja nie brałam w nim udziału, ale wzięła udział Gunia, którą zacytuję:
"Jako uczestniczka kursu z Miszczem chcę powiedzieć, że BYŁO SUPER!!!!
Wiedza, talent, skromność i umiejętność dotarcia do studenta ZNAKOMITA!!!
Mam nad czym pracować, co trenować, ale jak odrobię zadaną pracę domową, a Pablo znowu będzie gościem Atmosfery,
z przyjemnością zaplanuję się na kolejny kurs". Też mam nadzieję, że Pablo jeszcze nas odwiedzi :)
![]() |
![]() |
500 Gagatki
(dodane: 7.09.2009)
Niedawno informowałam o 400 skoku spadochronowym Gagatki, a tu następna cyfra - 500. Gratulacje w ten weekend
należały się również Wojtkowi i Czarkowi, którzy wykonali swoje pierwsze skoki w kursie spadochronowym AFF.
3 Atmosferyczki w Rekordzie Polski
(dodane: 31.08.2009)
Tym razem krótka relacja nie z Przasnysza a z Ostrowa Wielkopolskiego, gdzie w piątek został ustanowiony Rekord Polski
Kobiet w największej płaskiej formacji spadochronowej. Formację utworzyło 20 kobiet, czyli o 9 więcej niż rok temu,
a wśród nich były trzy spadochroniarki z naszego klubu - Gunia, Gagatka i Ula.
Atmosfera Boogie II
(dodane: 24.08.2009)
Uff... koniec boogie. Przesniosłam się z pracy w Manifeście przy planowaniu skoczków spadochronowych na wyloty,
sprzedaży biletów, rejestracji nowych skoczków itp. na pracę na układalni spadochronów i w ostatnich dniach byłam
już tak zmęczona układaniem, że nie wiedziałam czy się cieszyć, że znowu jest ładna pogoda ;) Mimo wszystko jestem
zadowolona :) Zrobiłam kilka fajnych skoków i pierwszy raz miałam okazję skoczyć ze spadochronem z balonu. O pięknym
wschodzie słońca, kiedy wszyscy spali po wieczornej imprezie, która skończyła się dopiero 3 godziny wcześniej :)
Dwudziestoosobowej formacji spadochronowej nie było, ale wiele kilkunastoosobowych i mniejszych się udało. Przez całe
10 dni odbywał się też kurs na instruktorów AFF, który okazał się na tyle trudny, że z kilkunastu kandydatów, kurs
ukończyło tylko czterech - Seniu, Baybus, Prusak i Pablo. Gratulacje również dla Miriam, Kasi, Ines i Wiktora, którzy skończyli
kurs AFF i mogą skakać ze spadochronem bez instruktora oraz dla Tatjany, która wczoraj wykonała swój setny skok
spadochronowy.
600 Pabla, 100 Pączasa i 900 Włodka
(dodane: 10.08.2009)
Jak co tydzień, również w ten weekend spadochroniarze mieli okazję napić się darmowego piwa. Tym razem kratę piwa postawił
nasz kamerzysta Pablo za swój sześćsetny skok oraz Pączas za setny skok. Był też szampan z okazji 900 skoku Włodka.
Gratuluję :) A już od najbliższego piątku Atmosfera Boogie II, czyli
drugi w tym roku długi termin skoków spadochronowych. Podczas 10 dni naszą strefę zrzutu będą obsługiwać dwa turbolety, więc
każdy będzie mógł naskakać się do woli, a jeśli przyjedzie wielu doświadczonych skoczków, to może jakaś formacja aż
dwudziestoosobowa wyjdzie... albo większa... napiszę po zakończeniu imprezy, co wyszło ;) Oprócz "zwykłych" skoków,
skoków tandemowych i kursów spadochronowych AFF, podczas imprezy odbędzie się też kurs na instruktorów AFF prowadzony przez instruktorów
z Hiszpanii.
1000 Uli, 6000 Iwana i 200 Sylwii
(dodane: 3.08.2009)
W ten weekend świętowaliśmy naprawdę duże cyfry - Ula wykonała swój tysięczny skok spadochronowy a Iwan sześciotysięczny.
Ciekawy skok ze spadochronem wykonała też Sylwia z okazji swojego skoku nr 200. Jak on wyglądał, zobaczcie na zdjęciu :)
Ja z kolei w sobotę zrobiłam bardzo fajny skok spadochronowy razem z Ptahu, Gagatką, Wu i Kubalą.
![]() |
![]() |
100 Ali
(dodane: 27.07.2009)
Gratulacje dla Ali za dołączenie do grona trzycyfrowców. Ala uczciła to skokiem spadochronowym w tandemie ze Zwierzem, ale
nie był to standardowy tandem ;) Gratuluję też Tatjanowi, Tatjanie, Guni i Radkowi, którzy ukończyli kurs spadochronowy
dla średniozaawansowanych - FS1 oraz jak zawsze, wszystkim, którzy skoczyli w ten weekend pierwszy raz. W niedzielę wśród
nich była m.in. Emilia Ziemnicka - Finalistka Miss Polonia.

Gorąca sobota
(dodane: 22.07.2009)
Takiego upału jak w ostatnią sobotę jeszcze nie było w tym sezonie... dobrze, że na 4000m jest ok. 20 stopni chłodniej :)
Po prawie całym dniu siedzenia na ziemi i schładzania się tylko wodą z prysznica, jaki mamy na lotnisku, skoczyłam sobie
w samej koszulce i spodenkach. W niedzielę niestety padało prawie cały dzień i nie udało się wykonać ani jednego wylotu,
ale mam nadzieję, że najbliższy weekend będzie cały piękny. Największe gratulacje i podziękowania należą się w ten weekend
Iwanowi, który po awarii naszego samolotu w poprzednią niedzielę, w ekspresowym tempie załatwił inny samolot, dzięki czemu
nadal możemy skakać i nie musimy czekać bezczynnie na ziemi aż zostanie naprawiony :)
400 Gagatki
(dodane: 13.07.2009)
Następny spadochronowy jubileusz - w ten weekend kamerzystka Gagatka wykonała swój czterysetny skok spadochronowy. Gratulacje :)
Wydarzeniem w sobotę były też pokazy nad lotniskiem grupy akrobacyjnej Żelazny. Jak w każdy weekend, odbywały się również
skoki tandemowe. Swój spadochronowy pierwszy raz miała m.in. czwórka przyjaciół z Malty.
300 Grabarza
(dodane: 07.07.2009)
Gratulacje dla Grabarza za wykonanie trzysetnego skoku ze spadochronem oraz dla pozostałych 11 skoczków, którzy
z tej okazji utworzyli w powietrzu dwunastoosobową formację spadochronową. Gratulacje należą się też Tatjanowi i
Guni, którzy w ten weekend skoczyli poraz setny oraz Makiemu, który skończył kurs spadochronowy AFF.
Super wylot spadochroniarek
(dodane: 30.06.2009)
Pomysł zorganizowania wylotu specjalnie dla spadochroniarek padł już
pod koniec zeszłego sezonu i w końcu doszedł do skutku. Ula, Gagatka,
Gunia, Mariolka i Agatka utworzyły w powietrzu pięcioosobową formację
spadochronową, ja i Tatjana dwuosobową, a Olga i Anulka skoczyły same.
Wszystkie miałyśmy przywiązane do kostek różowe boa z piór, a po
wylądowaniu, na lotnisku czekał na nas kocyk, szampan, truskawki,
tiramisu roboty Guni oraz... Zwierzu ;) Zajrzyj do galerii, gdzie znajdują się zdjęcia
oraz film z naszej imprezy.
Piękny, słoneczny weekend
(dodane: 22.06.2009)
Za nami pierwszy w tym roku zupełnie bezdeszczowy weekend. W sobotę
odwiedziła nas grupka chłopaków, którzy w ramach
wieczoru kawalerskiego zasponsorowali swojemu koledze skok
spadochronowy w tandemie z lądowaniem do narzeczonej ;) a w
niedzielę skoczyło dwóch motocyklistów, którzy w drodze na Ukrainę
przypadkowo natrafili na nasz klub spadochronowy.
Przyjechał do nas na skok tandemowy również Adam, któremu nie
przeszkadza duża odległość, jaką ma do pokonania z
Katowic do Przasnysza i chce odwiedzić nas ponownie. Wydarzeniem w ten
weekend był także setny skok Radka oraz pokazy
spadochronowe na imprezie zorganizowanej przez gospodarstwo
agroturystyczne w Fijałkowie, niedaleko naszego lotniska.
![]() |
![]() |
Atmosfera Boogie I (dodane: 15.06.2009)
Od zeszłego piątku do wczoraj odbywało się pierwsze tegoroczne
Atmosfera Boogie. Pogoda próbowała nam przeszkodzić
w skokach spadochronowych, ale i tak kto chciał, ten poskakał. Od
poniedziałku do środy próbowało nam też przeszkodzić
wojsko zamykając dla nas na kilka godzin przestrzeń powietrzną powyżej
1500 m, ale nie zepsuło to nam dobrej zabawy.
Wykorzystaliśmy niskie skoki ze spadochronem na konkurs na najciekawsze
wyjście z samolotu. Wygrał Dominik wyjściem
"na studenta" ;) Były też zawody celnościowe, ale tak spodobało nam się
oglądanie nagrań ciekawych wyjść, że w końcu
zapomnieliśmy rozstrzygnąć, kto wygrał zawody w celności lądowania na
spadochronie... :) Boogie było też okazją do
rozpoczęcia kursu spadochronowego AFF. Gratulacje dla Barnaby, który
skończył podczas tych dni kurs oraz dla wszystkich,
którzy wykonali swoje pierwsze skoki spadochronowe bez tandempilota na
plecach. Gratulacje należą się też Miłoszowi, który
zdał egzamin na spadochronową Licencję B USPA. Warto wspomnieć, że
Miłosz na stałe mieszka w Irlandii, ale tak podoba mu
się Atmosfera, że woli przyjeżdżać do nas nawet na weekend niż skakać
tam :) Pozostali kursanci FS1, tzn. kursu dla
osób po AFFie, który w Polsce jest prowadzony tylko w Klubie
Spadochronowym Atmosfera również zaliczali kolejne poziomy, więc
skoczków z licencją, przygotowanych do latania w formacjach
spadochronowych na pewno niedługo przybędzie. Wieczorami po skokach jak
zawsze odbywała się impreza i wspólne oglądanie filmów ze skoków, z
których najbardziej podobał się wszystkim film Pabla pt. "Film, którego
nie zobaczysz na Youtube", podsumowujący poprzedni sezon ;)
Udana firmowa impreza integracyjna (dodane:
1.06.2009)
Po raz kolejny potwierdziło się, że lepiej nie wierzyć złym prognozom
pogody. Pracownicy i klienci Biura Reklamy
Mediów Regionalnych na szczęście nie uwierzyli i już nie pierwszy raz
przyjechali do Atmosfery na integracyjną imprezę,
podczas której oprócz skoków ze spadochronem w tandemie mieli okazję
polatać ultralekkim samolotem. Niedziela przywitała
nas bezchmurną pogodą i dopiero po południu trzeba było przerwać skoki.
Skoczkowie, którzy z doświadczenia powinni
wiedzieć, że wierzyć trzeba tylko dobrym prognozom, a złym nie ;) w ten
weekend chyba się przestraszyli deszczu i wielu
z nich postanowiło zostać w domu. Korzystając z okazji, wszyscy
tandempiloci, kamerzyści i inni spadochroniarze pracujący w klubie
zajęli cały samolot i wykonali wspólny skok. Ja oczywiście razem z
nimi, ale jak to zawsze bywa podczas skoków ze spadochronem z dużą
grupą, grupa mi uciekła zaraz po wyjściu z samolotu i już jej nie
dogoniłam. Mam nadzieję, że do następnego wspólnego wylotu nauczę się
szybciej spadać :) W niedzielę odbyło się również oficjalne wręczenie
Iwanowi odznak i certyfikatów, jakie przyznała mu USPA (United States
Parachute Association) z okazji wykonania 5000 skoków ze spadochronem
oraz 60 godzin swobodnego spadania (na marginesie zaznaczę, że niedługo
Iwan będzie świętować swój sześciotysięczny skok ;)). A przed nami
Atmosfera Boogie, czyli skoki spadochronowe non stop od nabliższego
piątku do następnej niedzieli :)
Sezon rozpoczęty (dodane: 26.05.2009)
Z opóźnieniem, ale wreszcie rozpoczęliśmy sezon spadochronowy i w
końcu, po ponad półrocznej przerwie mogłam znowu skoczyć :)
Pogoda pierwszego dnia nie dopisała i udało się wykonać tylko dwa
wyloty po południu, ale w niedzielę było już lepiej.
Mimo kiepskiej pogody ponad 20 osób skoczyło w ten weekend pierwszy raz
w życiu i wróciło do domu z uśmiechami na ustach.
Na zdjęciu Zwierzu, Dynamit oraz rodzice z córką, którzy przyjechali na
lotnisko polatać szybowcem, a potem spontanicznie
postanowoli zaznać również swobodnego spadania i lotu na czaszy.

Blog Iwana na Lotniczej Polsce i promocje na skok (dodane:
6.05.2009)
Zachęcam do czytania blogu
Iwana na portalu lotniczapolska.pl
Zajrzyjcie też do działu "Skocz ze
spadochronem" gdzie umieściłam informacje o promocjach
na skoki w tandemie w Atmosferze.
W serwisie "Cogito" pojawił się mój artykuł "Spadochronowe
mity" (dodane: 30.04.2009)
"Wielu osobom wydaje się, że skoczkowie muszą mieć zdrowie komandosa i
żeby zacząć skakać muszą przejść długie
szkolenie. Uważają ich za szaleńców i ryzykantów, bo przecież może im
się nie otworzyć spadochron! Jako skoczek,
spróbuję obalić te mity."
"Spadochronowe
mity"
Atmosfera przygotowana na przyjęcie skoczków (dodane:
28.04.2009)
Ostatnie dwa weekendy spędziłam w Przasnyszu, gdzie razem z innymi
członkami Załogi Atmosfery oraz kilkoma skoczkami
spadochronowymi skaczącymi u nas przygotowywaliśmy naszą kwaterkę do
rozpoczęcia sezonu. Wszystko wysprzątaliśmy, a Paszabar dodatkowo
odmalowaliśmy. Nowością są wykładziny w domku mieszkalnym, pomalowane
łóżka oraz nowy psychodeliczny wygląd jednego
z pokoi, który przez cały ostatni weekend był malowany na prawie
jednolity ;) niebieski kolor. Skoczkowie zobaczą też
na Manifeście nowy wyświetlacz RGB, dzięki któremu zawsze będą
wiedzieli, ile czasu zostało do wylotu. A pierwszy wylot
już w następną sobotę :))
Dzień Bezpieczeństwa (dodane: 6.04.2009)
Sezon już niedługo, więc aby odświeżyć wiedzę spadochroniarzom mającym
zamiar skakać w Przasnyszu, w sobotę Ula z Iwanem zorganizowali
u siebie w domu coroczny Dzień Bezpieczeństwa. Siedząc w ogrodzie, przy
pięknej pogodzie wysłuchaliśmy wykładów Iwana, a
następnie rozwiązaliśmy test KWT, czyli wymaganą polskim prawem
Kontrolę Wiedzy Teoretycznej. Spotkanie było również
dobrą okazją do pogadania z dawno nie widzianymi znajomymi, więc
rozpaliliśmy ognisko, przy którym niektórzy z nas
siedzieli aż do czasu, kiedy zgasło, bo już nie było czego palić ;)
Byli jednak tacy, których to nie zniechęciło, więc
minął jeszcze jakiś czas, zanim najbardziej wytrwali poszli spać :)
![]() |
![]() |
Na początek moja relacja z wyjazdu z Atmosferą do Sevilli w listopadzie. (dodane: 14.03.2009)
Rozmowy o Sevilli było słychać na strefie już od połowy sezonu. Mnie też pod koniec sezonu wyjazd zaczął chodzić po głowie, ale w końcu uznałam, że za daleko, nie stać mnie, a poza tym to studia, więc nie jadę. Ale nagle nastąpiła zmiana, życie po raz kolejny w tym roku miło mnie zaskoczyło (a właściwie to dobrzy ludzie, jakich spotkałam w moim życiu miło mnie zaskoczyli) i wyszło na to, że jednak jadę :))
Po południu w czwartek 6 listopada zaczęłam moją długą samotną podróż do Sevilli. Samotną, bo wszyscy moi znajomi bawili się w Hiszpanii już od tygodnia. Po przylocie z Warszawy do Zurichu, miałam do zagospodarowania 13 godzin. Myślałam, że przynajmniej połowę tego czasu prześpię, ale po kilku godzinach prób zaśnięcia na lotnisku, uznałam, że to nie ma sensu i poszłam zwiedzać miasto. Idąc przed siebie, doszłam do ulicy, której nazwa po polsku brzmi Przemysłowa, zobaczyłam salony samochodowe, obejrzałam jakąś fabrykę, a następnie zawróciłam, bo mi się nie podobało. Kilka godzin później wyleciałam do Madrytu. Po przylocie pojechałam metrem na dworzec i po dotarciu cieszyłam się, że jeszcze 3 godziny i wreszcie będę na miejscu. Okazało się, że jednak tak szybko nie będę... Podczas krążenia po dworcu i szukania miejsca, gdzie można kupić bilety na pociągi AVE, najbliższy z tych pociągów odjechał. Nie zmartwiło mnie to, bo wiedziałam, że jeżdżą co godzinę. Kiedy jednak w końcu znalazłam odpowiednią kasę (a łatwe to dla mnie nie było, bo jak się okazało, nie każdy pracownik dworca zna angielski, nawet jeśli pracuje w informacji), dowiedziałam się, że najbliższy pociąg z wolnymi miejscami jest za 4 godziny. "No cóż" - pomyślałam sobie i podobnie jak w Zurichu, poszłam gdzieś przed siebie. Na szczęście tym razem trafiłam na ładniejsze okolice ;)
Pół godziny po północy, po 33 godzinach podróży wreszcie dotarłam do Sevilli. Myślałam, że tylko Sebę zobaczę na dworcu, a tu niespodzianka, bo okazało się, że jeszcze Wiksie, Zimie, Andzi i Lookiemu chciało się po mnie o takiej godzinie przyjechać :) Pozwiedzaliśmy jeszcze trochę ulice Sevilli, pooglądaliśmy różne zakazy wjazdu i zakazy skrętu i w końcu, jakimiś wąskimi krętymi uliczkami, udało się Sebie wyjechać z miasta i dojechaliśmy do domu. Zima od razu chciał mnie wrzucić do basenu na przyjezdnego, ale jeszcze wtedy się wykręciłam ;)
Następnego dnia, po 6 godzinach snu, baaardzo niewyspana i baaardzo zmęczona, pojechałam z resztą ekipy na strefę. I już w pierwszym skoku czegoś się nauczyłam :) A konkretnie, dowiedziałam się, jakie głupoty mogą przyjść człowiekowi do głowy, jeśli się nie wyśpi. Przed skokiem Iwan pokazał mi na zdjęciu lotniska, gdzie powinnam lądować. Powiedział mi o tzw. safety line, które jest na skraju miejsca do lądowania i którego nie wolno przekraczać, pokazał rów, który jest na środku lotniska i powiedział, żebym lepiej w pierwszym skoku wylądowała za nim, bo tam jest miękkie zaorane pole, a przed nim jest twarda ziemia. I tak miałam zamiar zrobić... Po otwarciu spadochronu spojrzałam na lotnisko, zobaczyłam rów i... stwierdziłam, że to jest na pewno ta linia, której miałam nie przekraczać. Odwróciłam się więc tyłem do rowu i patrząc na wielkie zaorane pole, zastanawiałam się, gdzie zaczyna się to zaorane pole. Pamiętałam, że na zdjęciu było widać wyraźną różnicę w kolorze ziemi między tą twardą a zaoraną, a z góry o dziwo wszystko wyglądało tak samo... Po pewnym czasie zauważyłam jednak, że w oddali ziemia ma trochę inny odcień, więc pomyślałam, że to właśnie tam powinnam wylądować. Wspomnę jeszcze, że pamietając o moim niezbyt dobrze trafionym pierwszym lądowaniu w Przasnyszu w zeszłym roku i jeszcze bardziej nietrafionym pierwszym lądowaniu w Przasnyszu na początku tego roku, postanowiłam w Sevilli postarać się i wylądować za pierwszym razem dokładnie tam, gdzie zamierzę. No i wylądowałam tam, gdzie sobie zamierzyłam... Dopiero kiedy po wylądowaniu szłam, szłam i szłam przez pole, domyśliłam się, że jednak znowu nie trafiłam, tam gdzie powinnam ;) A to nie był koniec, bo potem układałam spadochron. I jestem wdzięczna jednemu ze strefowych układaczy, że zwrócił mi uwagę na niezahamowane sterówki, bo nie wiem, czy nie dokończyłabym układać niezauważając tego... Resztę dnia spędziłam siedząc, rozmyślając, robiąc zdjęcia i patrząc jak skaczą inni. I tak z powodu zmęczenia miałam zamiar skoczyć tego dnia tylko raz, ale potem uznałam, że nawet ten jeden skok powinnam sobie odpuścić.
Ale już następnego dnia, po 13 godzinach snu, zaczęło się jump, land, pack, repeat :) Miałam też czas na to, czego mi często brakowało podczas sezonu w Przasnyszu, kiedy próbowałam pogodzić skakanie z pracą w manifeście, czyli reeelaks i napawanie się szczęściem po skoku :) W Hiszpanii pierwszy raz miałam okazję poskakać z 4600 m, a nie z 4000 jak w Polsce, więc czas swobodnego skakania był średnio o 10 s dłuższy. Ze wszystkich skoków, które wykonałam w ciągu tygodnia najlepiej wspominam te z Asią, po których stwierdziłam, że ja już coś zaczynam umieć. Wieczory spędzaliśmy głównie na oglądaniu filmów nagranych podczas skoków w ciągu dnia oraz - jak przystało na osoby uprawiające sport ekstremalny - na siedzeniu przy kominku ;) Miło też wspominam dzień spędzony na zwiedzaniu Sevilli, bo żadne miasto, które dotychczas widziałam nie umywa się do Sevilli, która jest po prostu piękna. Chociaż z takimi ludźmi, to na pewno nawet zwiedzanie ulicy Przemysłowej w Zurichu bardzo miło bym wspominała ;) To, co zapadło mi w pamięć, to też pyszna lazania z tuńczykiem, którą Łukasz zrobił akurat ostatniego dnia mojego pobytu. A kiedy zjedliśmy już lazanię, i kiedy Robert wskoczył do basenu z okazji skończenia AFFa (kurs spadochronowy), i kiedy skoczył Miłosz, a potem Bułka, Zimie przypomniało się, że jeszcze ja nie skoczyłam. Lubię próbować nowych rzeczy, a do tak zimnego basenu, tak zimną porą dnia jeszcze nigdy nie skakałam, więc postanowiłam spróbować. Łatwiej mi było pierwszy raz z samolotu wyskoczyć, ale doping był duży i pomógł :)
Następnego dnia wsiadłam do pociągu, pojechałam do Madrytu, stamtąd poleciałam do Zurichu, tam ponownie próbowałam spać na lotnisku i następnego dnia wyleciałam do Warszawy. Na koniec pozachwycałam się pięknymi szwajcarskimi górami, chmurami i moim życiem :), a dwie godziny później wylądowałam na zimnym, pochmurnym lotnisku, skąd pojechałam na uczelnię, żeby napisać kolokwium z mikrobiologii...











