Aktualności z Atmosfery 2009

Kliknij tu aby przeczytać Aktualności 2010

Koniec sezonu i Halloween Boogie (dodane: 2.11.2009)
Rok temu na zakończenie sezonu chodziliśmy po rozrzażonych węglach, a w tym roku bawiliśmy się skacząc od czwartku w ramach Halloween Boogie. Były skoki spadochronowe z dyniami, przebrania, fajerwerki, a nawet telewizja TVP2 :) W sobotę odwiedziła nas też grupa zagranicznych studentów, którzy skorzystali z ostatniej w tym roku szansy na skoki tandemowe.

Dni coraz krótsze i zimniejsze... (dodane: 12.10.2009)
...ale skaczemy dalej i imprezujemy co raz dłużej ;) W poprzednią sobotę w tym samym skoku Pablo wykonał swój 700 skok spadochronowy a Anulka 100. Oboje, razem z Andrzejem, Gunią i Gagatką pokazali w tym skoku, dlaczego skydiving nazywa się właśnie skydiving ;) W niedzielę - wczoraj i tydzień temu - pogoda nie pozwoliła na skakanie, ale zostały jeszcze trzy weekendy do końca sezonu.

Tańszy skok w tandemie (dodane: 1.10.2009)
Obniżka skoków spadochronowych w tandemie! Koszt skoku to teraz nie 600 zł, a 440 zł. Jeśli chcesz skoczyć za najtańszą cenę w Polsce, wypełnij formularz, który znajduje się na dole podstrony Skocz ze spadochronem.

Słoneczny koniec września (dodane: 28.09.2009)
Przez ostanie dwa weekendy pogoda nie przeszkadzała w skokach spadochronowych. Gunia wykonała swój 200 skok, nasz nowy kamerzysta Snafu - 1500, Śniegoo i Piętaszek skończyli kurs spadochronowy AFF, a Mikro i Jacek rozpoczęli go. Ja z kolei wykonałam wczoraj razem z Anulką mój 150 skok ze spadochronem, który był jednym z moich niewielu, w których plan wyszedł w 100%. Było też jedno bardzo smutne wydarzenie... W czwartek w nocy zginął w wypadku samochodowym Maki, któremu w tym roku gratulowałam skończenia AFFa oraz układacz spadochronów Krecik, który również rozpoczął niedawno swoją przygodę ze spadochronami...

Kurs latania na czaszy (dodane: 15.09.2009)
Od czwartku do niedzieli odbywał się w Przasnyszu kurs latania na czaszy, który prowadził Pablo Hernandez - Mistrz Świata w tej dyscyplinie. Ja nie brałam w nim udziału, ale wzięła udział Gunia, którą zacytuję: "Jako uczestniczka kursu z Miszczem chcę powiedzieć, że BYŁO SUPER!!!! Wiedza, talent, skromność i umiejętność dotarcia do studenta ZNAKOMITA!!! Mam nad czym pracować, co trenować, ale jak odrobię zadaną pracę domową, a Pablo znowu będzie gościem Atmosfery, z przyjemnością zaplanuję się na kolejny kurs". Też mam nadzieję, że Pablo jeszcze nas odwiedzi :)

500 Gagatki (dodane: 7.09.2009)
Niedawno informowałam o 400 skoku spadochronowym Gagatki, a tu następna cyfra - 500. Gratulacje w ten weekend należały się również Wojtkowi i Czarkowi, którzy wykonali swoje pierwsze skoki w kursie spadochronowym AFF.

3 Atmosferyczki w Rekordzie Polski (dodane: 31.08.2009)
Tym razem krótka relacja nie z Przasnysza a z Ostrowa Wielkopolskiego, gdzie w piątek został ustanowiony Rekord Polski Kobiet w największej płaskiej formacji spadochronowej. Formację utworzyło 20 kobiet, czyli o 9 więcej niż rok temu, a wśród nich były trzy spadochroniarki z naszego klubu - Gunia, Gagatka i Ula.

Atmosfera Boogie II (dodane: 24.08.2009)
Uff... koniec boogie. Przesniosłam się z pracy w Manifeście przy planowaniu skoczków spadochronowych na wyloty, sprzedaży biletów, rejestracji nowych skoczków itp. na pracę na układalni spadochronów i w ostatnich dniach byłam już tak zmęczona układaniem, że nie wiedziałam czy się cieszyć, że znowu jest ładna pogoda ;) Mimo wszystko jestem zadowolona :) Zrobiłam kilka fajnych skoków i pierwszy raz miałam okazję skoczyć ze spadochronem z balonu. O pięknym wschodzie słońca, kiedy wszyscy spali po wieczornej imprezie, która skończyła się dopiero 3 godziny wcześniej :) Dwudziestoosobowej formacji spadochronowej nie było, ale wiele kilkunastoosobowych i mniejszych się udało. Przez całe 10 dni odbywał się też kurs na instruktorów AFF, który okazał się na tyle trudny, że z kilkunastu kandydatów, kurs ukończyło tylko czterech - Seniu, Baybus, Prusak i Pablo. Gratulacje również dla Miriam, Kasi, Ines i Wiktora, którzy skończyli kurs AFF i mogą skakać ze spadochronem bez instruktora oraz dla Tatjany, która wczoraj wykonała swój setny skok spadochronowy.

600 Pabla, 100 Pączasa i 900 Włodka (dodane: 10.08.2009)
Jak co tydzień, również w ten weekend spadochroniarze mieli okazję napić się darmowego piwa. Tym razem kratę piwa postawił nasz kamerzysta Pablo za swój sześćsetny skok oraz Pączas za setny skok. Był też szampan z okazji 900 skoku Włodka. Gratuluję :) A już od najbliższego piątku Atmosfera Boogie II, czyli drugi w tym roku długi termin skoków spadochronowych. Podczas 10 dni naszą strefę zrzutu będą obsługiwać dwa turbolety, więc każdy będzie mógł naskakać się do woli, a jeśli przyjedzie wielu doświadczonych skoczków, to może jakaś formacja aż dwudziestoosobowa wyjdzie... albo większa... napiszę po zakończeniu imprezy, co wyszło ;) Oprócz "zwykłych" skoków, skoków tandemowych i kursów spadochronowych AFF, podczas imprezy odbędzie się też kurs na instruktorów AFF prowadzony przez instruktorów z Hiszpanii.

1000 Uli, 6000 Iwana i 200 Sylwii (dodane: 3.08.2009)
W ten weekend świętowaliśmy naprawdę duże cyfry - Ula wykonała swój tysięczny skok spadochronowy a Iwan sześciotysięczny. Ciekawy skok ze spadochronem wykonała też Sylwia z okazji swojego skoku nr 200. Jak on wyglądał, zobaczcie na zdjęciu :) Ja z kolei w sobotę zrobiłam bardzo fajny skok spadochronowy razem z Ptahu, Gagatką, Wu i Kubalą.

100 Ali (dodane: 27.07.2009)
Gratulacje dla Ali za dołączenie do grona trzycyfrowców. Ala uczciła to skokiem spadochronowym w tandemie ze Zwierzem, ale nie był to standardowy tandem ;) Gratuluję też Tatjanowi, Tatjanie, Guni i Radkowi, którzy ukończyli kurs spadochronowy dla średniozaawansowanych - FS1 oraz jak zawsze, wszystkim, którzy skoczyli w ten weekend pierwszy raz. W niedzielę wśród nich była m.in. Emilia Ziemnicka - Finalistka Miss Polonia.

Gorąca sobota (dodane: 22.07.2009)
Takiego upału jak w ostatnią sobotę jeszcze nie było w tym sezonie... dobrze, że na 4000m jest ok. 20 stopni chłodniej :) Po prawie całym dniu siedzenia na ziemi i schładzania się tylko wodą z prysznica, jaki mamy na lotnisku, skoczyłam sobie w samej koszulce i spodenkach. W niedzielę niestety padało prawie cały dzień i nie udało się wykonać ani jednego wylotu, ale mam nadzieję, że najbliższy weekend będzie cały piękny. Największe gratulacje i podziękowania należą się w ten weekend Iwanowi, który po awarii naszego samolotu w poprzednią niedzielę, w ekspresowym tempie załatwił inny samolot, dzięki czemu nadal możemy skakać i nie musimy czekać bezczynnie na ziemi aż zostanie naprawiony :)

400 Gagatki (dodane: 13.07.2009)
Następny spadochronowy jubileusz - w ten weekend kamerzystka Gagatka wykonała swój czterysetny skok spadochronowy. Gratulacje :) Wydarzeniem w sobotę były też pokazy nad lotniskiem grupy akrobacyjnej Żelazny. Jak w każdy weekend, odbywały się również skoki tandemowe. Swój spadochronowy pierwszy raz miała m.in. czwórka przyjaciół z Malty.

300 Grabarza (dodane: 07.07.2009)
Gratulacje dla Grabarza za wykonanie trzysetnego skoku ze spadochronem oraz dla pozostałych 11 skoczków, którzy z tej okazji utworzyli w powietrzu dwunastoosobową formację spadochronową. Gratulacje należą się też Tatjanowi i Guni, którzy w ten weekend skoczyli poraz setny oraz Makiemu, który skończył kurs spadochronowy AFF.

Super wylot spadochroniarek (dodane: 30.06.2009)
Pomysł zorganizowania wylotu specjalnie dla spadochroniarek padł już pod koniec zeszłego sezonu i w końcu doszedł do skutku. Ula, Gagatka, Gunia, Mariolka i Agatka utworzyły w powietrzu pięcioosobową formację spadochronową, ja i Tatjana dwuosobową, a Olga i Anulka skoczyły same. Wszystkie miałyśmy przywiązane do kostek różowe boa z piór, a po wylądowaniu, na lotnisku czekał na nas kocyk, szampan, truskawki, tiramisu roboty Guni oraz... Zwierzu ;) Zajrzyj do galerii, gdzie znajdują się zdjęcia oraz film z naszej imprezy.

Piękny, słoneczny weekend (dodane: 22.06.2009)
Za nami pierwszy w tym roku zupełnie bezdeszczowy weekend. W sobotę odwiedziła nas grupka chłopaków, którzy w ramach wieczoru kawalerskiego zasponsorowali swojemu koledze skok spadochronowy w tandemie z lądowaniem do narzeczonej ;) a w niedzielę skoczyło dwóch motocyklistów, którzy w drodze na Ukrainę przypadkowo natrafili na nasz klub spadochronowy. Przyjechał do nas na skok tandemowy również Adam, któremu nie przeszkadza duża odległość, jaką ma do pokonania z Katowic do Przasnysza i chce odwiedzić nas ponownie. Wydarzeniem w ten weekend był także setny skok Radka oraz pokazy spadochronowe na imprezie zorganizowanej przez gospodarstwo agroturystyczne w Fijałkowie, niedaleko naszego lotniska.

Atmosfera Boogie I (dodane: 15.06.2009)
Od zeszłego piątku do wczoraj odbywało się pierwsze tegoroczne Atmosfera Boogie. Pogoda próbowała nam przeszkodzić w skokach spadochronowych, ale i tak kto chciał, ten poskakał. Od poniedziałku do środy próbowało nam też przeszkodzić wojsko zamykając dla nas na kilka godzin przestrzeń powietrzną powyżej 1500 m, ale nie zepsuło to nam dobrej zabawy. Wykorzystaliśmy niskie skoki ze spadochronem na konkurs na najciekawsze wyjście z samolotu. Wygrał Dominik wyjściem "na studenta" ;) Były też zawody celnościowe, ale tak spodobało nam się oglądanie nagrań ciekawych wyjść, że w końcu zapomnieliśmy rozstrzygnąć, kto wygrał zawody w celności lądowania na spadochronie... :) Boogie było też okazją do rozpoczęcia kursu spadochronowego AFF. Gratulacje dla Barnaby, który skończył podczas tych dni kurs oraz dla wszystkich, którzy wykonali swoje pierwsze skoki spadochronowe bez tandempilota na plecach. Gratulacje należą się też Miłoszowi, który zdał egzamin na spadochronową Licencję B USPA. Warto wspomnieć, że Miłosz na stałe mieszka w Irlandii, ale tak podoba mu się Atmosfera, że woli przyjeżdżać do nas nawet na weekend niż skakać tam :) Pozostali kursanci FS1, tzn. kursu dla osób po AFFie, który w Polsce jest prowadzony tylko w Klubie Spadochronowym Atmosfera również zaliczali kolejne poziomy, więc skoczków z licencją, przygotowanych do latania w formacjach spadochronowych na pewno niedługo przybędzie. Wieczorami po skokach jak zawsze odbywała się impreza i wspólne oglądanie filmów ze skoków, z których najbardziej podobał się wszystkim film Pabla pt. "Film, którego nie zobaczysz na Youtube", podsumowujący poprzedni sezon ;)

Udana firmowa impreza integracyjna (dodane: 1.06.2009)
Po raz kolejny potwierdziło się, że lepiej nie wierzyć złym prognozom pogody. Pracownicy i klienci Biura Reklamy Mediów Regionalnych na szczęście nie uwierzyli i już nie pierwszy raz przyjechali do Atmosfery na integracyjną imprezę, podczas której oprócz skoków ze spadochronem w tandemie mieli okazję polatać ultralekkim samolotem. Niedziela przywitała nas bezchmurną pogodą i dopiero po południu trzeba było przerwać skoki. Skoczkowie, którzy z doświadczenia powinni wiedzieć, że wierzyć trzeba tylko dobrym prognozom, a złym nie ;) w ten weekend chyba się przestraszyli deszczu i wielu z nich postanowiło zostać w domu. Korzystając z okazji, wszyscy tandempiloci, kamerzyści i inni spadochroniarze pracujący w klubie zajęli cały samolot i wykonali wspólny skok. Ja oczywiście razem z nimi, ale jak to zawsze bywa podczas skoków ze spadochronem z dużą grupą, grupa mi uciekła zaraz po wyjściu z samolotu i już jej nie dogoniłam. Mam nadzieję, że do następnego wspólnego wylotu nauczę się szybciej spadać :) W niedzielę odbyło się również oficjalne wręczenie Iwanowi odznak i certyfikatów, jakie przyznała mu USPA (United States Parachute Association) z okazji wykonania 5000 skoków ze spadochronem oraz 60 godzin swobodnego spadania (na marginesie zaznaczę, że niedługo Iwan będzie świętować swój sześciotysięczny skok ;)). A przed nami Atmosfera Boogie, czyli skoki spadochronowe non stop od nabliższego piątku do następnej niedzieli :)

Sezon rozpoczęty (dodane: 26.05.2009)
Z opóźnieniem, ale wreszcie rozpoczęliśmy sezon spadochronowy i w końcu, po ponad półrocznej przerwie mogłam znowu skoczyć :) Pogoda pierwszego dnia nie dopisała i udało się wykonać tylko dwa wyloty po południu, ale w niedzielę było już lepiej. Mimo kiepskiej pogody ponad 20 osób skoczyło w ten weekend pierwszy raz w życiu i wróciło do domu z uśmiechami na ustach. Na zdjęciu Zwierzu, Dynamit oraz rodzice z córką, którzy przyjechali na lotnisko polatać szybowcem, a potem spontanicznie postanowoli zaznać również swobodnego spadania i lotu na czaszy.

Blog Iwana na Lotniczej Polsce i promocje na skok (dodane: 6.05.2009)
Zachęcam do czytania blogu Iwana na portalu lotniczapolska.pl
Zajrzyjcie też do działu "Skocz ze spadochronem" gdzie umieściłam informacje o promocjach na skoki w tandemie w Atmosferze.

W serwisie "Cogito" pojawił się mój artykuł "Spadochronowe mity" (dodane: 30.04.2009)
"Wielu osobom wydaje się, że skoczkowie muszą mieć zdrowie komandosa i żeby zacząć skakać muszą przejść długie szkolenie. Uważają ich za szaleńców i ryzykantów, bo przecież może im się nie otworzyć spadochron! Jako skoczek, spróbuję obalić te mity." "Spadochronowe mity"

Atmosfera przygotowana na przyjęcie skoczków (dodane: 28.04.2009)
Ostatnie dwa weekendy spędziłam w Przasnyszu, gdzie razem z innymi członkami Załogi Atmosfery oraz kilkoma skoczkami spadochronowymi skaczącymi u nas przygotowywaliśmy naszą kwaterkę do rozpoczęcia sezonu. Wszystko wysprzątaliśmy, a Paszabar dodatkowo odmalowaliśmy. Nowością są wykładziny w domku mieszkalnym, pomalowane łóżka oraz nowy psychodeliczny wygląd jednego z pokoi, który przez cały ostatni weekend był malowany na prawie jednolity ;) niebieski kolor. Skoczkowie zobaczą też na Manifeście nowy wyświetlacz RGB, dzięki któremu zawsze będą wiedzieli, ile czasu zostało do wylotu. A pierwszy wylot już w następną sobotę :))

Dzień Bezpieczeństwa (dodane: 6.04.2009)
Sezon już niedługo, więc aby odświeżyć wiedzę spadochroniarzom mającym zamiar skakać w Przasnyszu, w sobotę Ula z Iwanem zorganizowali u siebie w domu coroczny Dzień Bezpieczeństwa. Siedząc w ogrodzie, przy pięknej pogodzie wysłuchaliśmy wykładów Iwana, a następnie rozwiązaliśmy test KWT, czyli wymaganą polskim prawem Kontrolę Wiedzy Teoretycznej. Spotkanie było również dobrą okazją do pogadania z dawno nie widzianymi znajomymi, więc rozpaliliśmy ognisko, przy którym niektórzy z nas siedzieli aż do czasu, kiedy zgasło, bo już nie było czego palić ;) Byli jednak tacy, których to nie zniechęciło, więc minął jeszcze jakiś czas, zanim najbardziej wytrwali poszli spać :)

Na początek moja relacja z wyjazdu z Atmosferą do Sevilli w listopadzie. (dodane: 14.03.2009)

Rozmowy o Sevilli było słychać na strefie już od połowy sezonu. Mnie też pod koniec sezonu wyjazd zaczął chodzić po głowie, ale w końcu uznałam, że za daleko, nie stać mnie, a poza tym to studia, więc nie jadę. Ale nagle nastąpiła zmiana, życie po raz kolejny w tym roku miło mnie zaskoczyło (a właściwie to dobrzy ludzie, jakich spotkałam w moim życiu miło mnie zaskoczyli) i wyszło na to, że jednak jadę :))

Po południu w czwartek 6 listopada zaczęłam moją długą samotną podróż do Sevilli. Samotną, bo wszyscy moi znajomi bawili się w Hiszpanii już od tygodnia. Po przylocie z Warszawy do Zurichu, miałam do zagospodarowania 13 godzin. Myślałam, że przynajmniej połowę tego czasu prześpię, ale po kilku godzinach prób zaśnięcia na lotnisku, uznałam, że to nie ma sensu i poszłam zwiedzać miasto. Idąc przed siebie, doszłam do ulicy, której nazwa po polsku brzmi Przemysłowa, zobaczyłam salony samochodowe, obejrzałam jakąś fabrykę, a następnie zawróciłam, bo mi się nie podobało. Kilka godzin później wyleciałam do Madrytu. Po przylocie pojechałam metrem na dworzec i po dotarciu cieszyłam się, że jeszcze 3 godziny i wreszcie będę na miejscu. Okazało się, że jednak tak szybko nie będę... Podczas krążenia po dworcu i szukania miejsca, gdzie można kupić bilety na pociągi AVE, najbliższy z tych pociągów odjechał. Nie zmartwiło mnie to, bo wiedziałam, że jeżdżą co godzinę. Kiedy jednak w końcu znalazłam odpowiednią kasę (a łatwe to dla mnie nie było, bo jak się okazało, nie każdy pracownik dworca zna angielski, nawet jeśli pracuje w informacji), dowiedziałam się, że najbliższy pociąg z wolnymi miejscami jest za 4 godziny. "No cóż" - pomyślałam sobie i podobnie jak w Zurichu, poszłam gdzieś przed siebie. Na szczęście tym razem trafiłam na ładniejsze okolice ;)

Pół godziny po północy, po 33 godzinach podróży wreszcie dotarłam do Sevilli. Myślałam, że tylko Sebę zobaczę na dworcu, a tu niespodzianka, bo okazało się, że jeszcze Wiksie, Zimie, Andzi i Lookiemu chciało się po mnie o takiej godzinie przyjechać :) Pozwiedzaliśmy jeszcze trochę ulice Sevilli, pooglądaliśmy różne zakazy wjazdu i zakazy skrętu i w końcu, jakimiś wąskimi krętymi uliczkami, udało się Sebie wyjechać z miasta i dojechaliśmy do domu. Zima od razu chciał mnie wrzucić do basenu na przyjezdnego, ale jeszcze wtedy się wykręciłam ;)

Następnego dnia, po 6 godzinach snu, baaardzo niewyspana i baaardzo zmęczona, pojechałam z resztą ekipy na strefę. I już w pierwszym skoku czegoś się nauczyłam :) A konkretnie, dowiedziałam się, jakie głupoty mogą przyjść człowiekowi do głowy, jeśli się nie wyśpi. Przed skokiem Iwan pokazał mi na zdjęciu lotniska, gdzie powinnam lądować. Powiedział mi o tzw. safety line, które jest na skraju miejsca do lądowania i którego nie wolno przekraczać, pokazał rów, który jest na środku lotniska i powiedział, żebym lepiej w pierwszym skoku wylądowała za nim, bo tam jest miękkie zaorane pole, a przed nim jest twarda ziemia. I tak miałam zamiar zrobić... Po otwarciu spadochronu spojrzałam na lotnisko, zobaczyłam rów i... stwierdziłam, że to jest na pewno ta linia, której miałam nie przekraczać. Odwróciłam się więc tyłem do rowu i patrząc na wielkie zaorane pole, zastanawiałam się, gdzie zaczyna się to zaorane pole. Pamiętałam, że na zdjęciu było widać wyraźną różnicę w kolorze ziemi między tą twardą a zaoraną, a z góry o dziwo wszystko wyglądało tak samo... Po pewnym czasie zauważyłam jednak, że w oddali ziemia ma trochę inny odcień, więc pomyślałam, że to właśnie tam powinnam wylądować. Wspomnę jeszcze, że pamietając o moim niezbyt dobrze trafionym pierwszym lądowaniu w Przasnyszu w zeszłym roku i jeszcze bardziej nietrafionym pierwszym lądowaniu w Przasnyszu na początku tego roku, postanowiłam w Sevilli postarać się i wylądować za pierwszym razem dokładnie tam, gdzie zamierzę. No i wylądowałam tam, gdzie sobie zamierzyłam... Dopiero kiedy po wylądowaniu szłam, szłam i szłam przez pole, domyśliłam się, że jednak znowu nie trafiłam, tam gdzie powinnam ;) A to nie był koniec, bo potem układałam spadochron. I jestem wdzięczna jednemu ze strefowych układaczy, że zwrócił mi uwagę na niezahamowane sterówki, bo nie wiem, czy nie dokończyłabym układać niezauważając tego... Resztę dnia spędziłam siedząc, rozmyślając, robiąc zdjęcia i patrząc jak skaczą inni. I tak z powodu zmęczenia miałam zamiar skoczyć tego dnia tylko raz, ale potem uznałam, że nawet ten jeden skok powinnam sobie odpuścić.

Ale już następnego dnia, po 13 godzinach snu, zaczęło się jump, land, pack, repeat :) Miałam też czas na to, czego mi często brakowało podczas sezonu w Przasnyszu, kiedy próbowałam pogodzić skakanie z pracą w manifeście, czyli reeelaks i napawanie się szczęściem po skoku :) W Hiszpanii pierwszy raz miałam okazję poskakać z 4600 m, a nie z 4000 jak w Polsce, więc czas swobodnego skakania był średnio o 10 s dłuższy. Ze wszystkich skoków, które wykonałam w ciągu tygodnia najlepiej wspominam te z Asią, po których stwierdziłam, że ja już coś zaczynam umieć. Wieczory spędzaliśmy głównie na oglądaniu filmów nagranych podczas skoków w ciągu dnia oraz - jak przystało na osoby uprawiające sport ekstremalny - na siedzeniu przy kominku ;) Miło też wspominam dzień spędzony na zwiedzaniu Sevilli, bo żadne miasto, które dotychczas widziałam nie umywa się do Sevilli, która jest po prostu piękna. Chociaż z takimi ludźmi, to na pewno nawet zwiedzanie ulicy Przemysłowej w Zurichu bardzo miło bym wspominała ;) To, co zapadło mi w pamięć, to też pyszna lazania z tuńczykiem, którą Łukasz zrobił akurat ostatniego dnia mojego pobytu. A kiedy zjedliśmy już lazanię, i kiedy Robert wskoczył do basenu z okazji skończenia AFFa (kurs spadochronowy), i kiedy skoczył Miłosz, a potem Bułka, Zimie przypomniało się, że jeszcze ja nie skoczyłam. Lubię próbować nowych rzeczy, a do tak zimnego basenu, tak zimną porą dnia jeszcze nigdy nie skakałam, więc postanowiłam spróbować. Łatwiej mi było pierwszy raz z samolotu wyskoczyć, ale doping był duży i pomógł :)

Następnego dnia wsiadłam do pociągu, pojechałam do Madrytu, stamtąd poleciałam do Zurichu, tam ponownie próbowałam spać na lotnisku i następnego dnia wyleciałam do Warszawy. Na koniec pozachwycałam się pięknymi szwajcarskimi górami, chmurami i moim życiem :), a dwie godziny później wylądowałam na zimnym, pochmurnym lotnisku, skąd pojechałam na uczelnię, żeby napisać kolokwium z mikrobiologii...